3 października 2012

012. Ivan


Jutrzejszy dzień… On będzie wspaniały. Tak myślę. W końcu mam urodziny” – Maria siedziała w kącie łóżka otulona kołdrą. Na zajątrz miała urodziny. Piętnaste. Rodzinna uroczystość zaplanowana przez jej matkę miała odbyć się w małym gronie. Razem ze swoim ojcem, matką, babcią, dziadkiem, bratem i siostrą miała świętować swój dzień. A przynajmniej tak jej się wydawało. Dzień Halloween to raczej nie najlepszy dzień do świętowania urodzin. 31 października roku 1839, 15 lat temu, na świat przyszła urocza czarnowłosa dziewczynka, sprawiając radość swoim rodzicom.Następnego dnia, po 5 rano Maria spała. Nic dziwnego. W końcu było jeszcze tak wcześnie. Jako że był czwartek, musiała iść do szkoły. Dziewczyna przewróciła się na drugi bok, kiedy do jej pokoju wpadła Gabriella.- Mario! Mario! Wstawaj! Ale szybko! – potrząsała dziewczyną, tak aby ta jak najszybciej się obudziła.Ale jej raczej nie śpieszyło się do wstawania, mruknęła coś pod nosem i spała dalej. Obudziło ja dopiero mocne szarpnięcie za kołdrę. Podniosła się i spojrzała swojej matce w oczy.-Mamo… Przecież jest tak wcześnie! Dlaczego muszę wstawać…?-Nic nie mów! Ubieraj się! Gorset, pończochy i jakąś sukienkę. – mówiąc to zaczęła wyjmować z szafy ciuchy – Muszę Cię z kimś poznać.-Tak wcześnie!? Kto to jest!? – była blisko krzyku. Kim ważnym musiała być ta osoba żeby matka musiała budzić ją o tak wczesnej porze? I dlaczego chciała ją z tym kimś poznać?Maria migiem się ubrała, matka musiała jej tylko pomóc zawiązać gorset, który uciskał ją w talii. Miała ochotę go natychmiast zdjąć. Stanęła przed lustrem, misternie przygotowując swoją fryzurę. Czarne loki związała w kok, i pozostawiła kilka luźnych włosów koło skroni. A potem razem z matką zaczęła schodzić do hollu. Beżowo-złota suknia lekko się poruszała przy każdym kroku. Rodzina Williams należała do jednej z najbardziej majętnych rodzin w Calgary i okolicach. Maria nie mogła narzekać na niedostatek wygód.- Mamo. Ale z kim ty chcesz mnie poznać? – zapytała- Chciałam Cię poznać… z… - kobieta się zająknęła – Z Twoim ojcem…- Co? Przecież ja go znam. I jest w domu. – dziewczyna była bardzo zdezorientowana. Nie wiedziała o co matce chodziło. Po chwili sobie to uświadomiła. – Czyli… John nie jest moim ojcem!? Proszę, powiedz że źle zrozumiałam…- Niestety… Nie jest.Dziewczyna spojrzała na człowieka stojącego w przedpokoju. Miał czarne włosy i niebieskie oczy. Na oko był po czterdziestce. Stał i wpatrywał się w obie kobiety idące w jego kierunku. Miał przenikliwe oczy, i nieodgadniony wyraz twarzy. Po dłuższym przyglądnięciu się, Maria przypominała jego córkę. Mieli podobny wyraz twarzy, i ten sam kolor oczu.- Gabriello…Ubrałaś ją jak zakonnicę. – skomentował mężczyzna.- Ubrałam ją tak, jak przystoi na dziewczynę w jej wieku. – rzuciła chłodno, była bliska płaczu a Maria nie wiedziała co się dzieję. Po chwili kobieta zwróciła się do córki – Mario… Wiesz że jeśli będziesz chciała zawsze możesz do mnie wrócić.- Raczej nie będzie chciała. – Powiedział nieznajomy.- Taka jest kolej rzeczy, i tak musi być. – jej matka kontynuowała dalej, była bliska płaczu. – Ojciec weźmie Cię na jakiś czas i nauczy Cię wszystkiego co musisz wiedzieć. A teraz już idź. – Po policzkach kobiety spływały wielkie, kryształowe łzy.- Ale… Ja nie chcę! Nie rozumiesz!? Ja nie chcę wyjeżdżać! – Także i ona się rozpłakała. Czuła wielki ból kiedy mężczyzna ciągnął ją w stronę dorożki. – Daj mi się chociaż pożegnać z Tatą! I z Helen! I Stephanem! – krzyczała i rzucała się. W tym momencie w progu drzwi stanęła rozbudzona Helen.- Mamo, odzie ona idzie? Co ten pan jej robi? – spytała dziesięciolatka.- Nigdzie Helen, nigdzie. – To mówiąc szybko zatrzasnęła drzwi lekceważąc krzyk i płacz swojej córki.Także Gabrielli nie było łatwo. Prawdopodobnie straciła córkę na zawsze. A przynajmniej na długi czas. Już nigdy nie spędzi z damskiego wieczoru, nie będzie mogła przyjść do niej w każdym momencie. Został jej tylko dorosły już syn – 20letni Stephan który pracował za miastem i 10letnia Helen, mała marzycielka która twierdzi że jak podrośnie to zostanie księżniczką. To święto Halloween nie zapowiadało się zbyt przyjemnie…~***~Młoda Maria została siłą wciągnięta na siedzenia w dorożce. Drzwi były zamknięte więc nie mogła uciec. Mężczyzna który zabrał ją od matki powiedział cos do chłopaka przy koniach po czym wsiadł i ruszyli. Spojrzał na obrażoną dziewczynę kombinującą coś z oknem.- Nie otworzysz. – powiedział Marii.- Co, proszę? – zdziwiła się że coś do niej mówi.- Mówię że nie otworzysz tego okna…Dziewczyna zostawiła okno i oparła się, rozmyślając o co może chodzić. W końcu nie wytrzymała i wstała krzycząc:- O co chodzi!? Dlaczego mnie zabrałeś!? Jesteś wariatem!Słysząc do Ivan – bo tak mu było na imię zaśmiał się gorzkim, irytującym śmiechem.- O co chodzi? Więc matka nic Ci nie powiedziała? Przestań ryczeć! Jeszcze kiedyś mi podziękujesz. I nie, niestety nie jestem wariatem. Po prostu nie chcę żeby ktoś przez Ciebie zginął, no i przyda mi się ktoś taki jak ty. A teraz siadaj bo zrobisz sobie krzywdę i jedziemy.- Gdzie ty mnie w ogóle wieziesz?! – nie kryła emocji, była bardzo zdenerwowana.- Siadaj! Do Ottawy, wystarczy!? – krzyknął- Do…Ot…Ot..Ottawy!? To są prawie 3 dni drogi! – Maria znów prawie się rozpłakała. Nie miała zamiaru siedzieć tu z obcym facetem przez 3 dni. Zwłaszcza że pewnie i tak miała spędzić z nim długi, długi czas. Usiadła i siedziała obrażona przez prawie cały dzień.Kiedy zaczęło się ściemniać, Ivan zatrzymał woźnicę przed jakąś przydrożną restauracją. Wziął dziewczynę za łokieć, pilnując aby nie uciekła. Weszli razem do budynku, spojrzenie innych ludzi skierowały się w ich kierunku tylko na moment. Może ona była jego córką, może siostrą a może narzeczoną? Kogo to obchodziło? Usiedli przy jakimś stole, złożyli zamówienie u chłopaka – kelnera, zjedli, napili się czegoś i wyszli. Dopiero po ich wyjściu rozległy się szepty na temat jak to dziwnie ta para się zachowywała. Nic prawie nie mówili po za kilkoma obraźliwymi słowami ze strony nastolatki i kilkoma „Ucisz się” od mężczyzny. Maria z Ivanem wsiedli z powrotem do dorożki i konie popędziły dalej. Po godzinie nastolatka, znużona snem opadła na ławkę pojazdu.~***~Następny dzień wcale nie zapowiadał się szczęśliwie. Około godziny 11.00 Ivan zaczął krzyczeć do woźnicy. Krzyczał tak długo aż ten nie ruszył przerażony dalej. Bóg jeden wie co mu zrobił. Chłopak nie miał ani chwili wytchnienia. Był brudny, głodny i źle się czuł ale nie mógł zrobić sobie przerwy.-Wstawaj! – Maria nagle poczuła mocne szarpnięcie za bark. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą twarz mężczyzny. – Wstawaj mówię! Nie będziesz spać do południa! Tak nie można!Dziewczyna nie zamierzała protestować. Emocje już opadły, posłusznie wstała i obejrzała się. Czyli jednak to była cholerna rzeczywistość a nie sen. Nawet teraz już tęskniła za matką. Miała pogniecioną sukienkę, poczochrane włosy i nie czuła się najlepiej.- Rozpuść włosy. Teraz Twoja fryzura wygląda raczej tragicznie niż elegancko. Nie wiem dlaczego Gabriella Cię tak wystroiła. Przecież nie jedziesz na żadną rewię mody.Chwilę potem Maria siedziała z rozpuszczonymi, kruczoczarnymi lokami okalającymi jej twarz. Przeczesane palcami wcale nie wyglądały tak źle. Siedziała teraz raczej smutna niż zdenerwowana. Ale po chwili ten stan się zmienił. Uświadomiła sobie jaka jest zła na owego mężczyznę który odebrał ją ukochanej rodzinie, zabrał jej dom w którym się wychowywała, rzucając ją w wir nieznanej przyszłości nie wiedziała co robić a tym bardziej co powiedzieć.- Kim ty w ogóle jesteś!? Dlaczego mi to robisz!? – zaczęła krzyczeć. Była prawie agresywna i gdyby mogła na pewno zadźgałaby tego mężczyznę własnymi paznokciami.- Siadaj! Strasznie mi szkoda że Gabriella Ci nie powiedziała kim jestem. A powinna. Przypominałem jej o tym…co 5 lat. – powiedział-Nadal mi nie odpowiedziałeś kim jesteś. – Nastolatka domagała się odpowiedzi. Nie dało jej się tak łatwo spławić.-Jestem Ivan. Ivan Kariavri. I jestem Twoim ojcem… Xyleno Kariavri…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz