3 października 2012
012. Ivan
„ Jutrzejszy dzień… On będzie wspaniały. Tak myślę. W końcu mam urodziny” – Maria siedziała w kącie łóżka otulona kołdrą. Na zajątrz miała urodziny. Piętnaste. Rodzinna uroczystość zaplanowana przez jej matkę miała odbyć się w małym gronie. Razem ze swoim ojcem, matką, babcią, dziadkiem, bratem i siostrą miała świętować swój dzień. A przynajmniej tak jej się wydawało. Dzień Halloween to raczej nie najlepszy dzień do świętowania urodzin. 31 października roku 1839, 15 lat temu, na świat przyszła urocza czarnowłosa dziewczynka, sprawiając radość swoim rodzicom.Następnego dnia, po 5 rano Maria spała. Nic dziwnego. W końcu było jeszcze tak wcześnie. Jako że był czwartek, musiała iść do szkoły. Dziewczyna przewróciła się na drugi bok, kiedy do jej pokoju wpadła Gabriella.- Mario! Mario! Wstawaj! Ale szybko! – potrząsała dziewczyną, tak aby ta jak najszybciej się obudziła.Ale jej raczej nie śpieszyło się do wstawania, mruknęła coś pod nosem i spała dalej. Obudziło ja dopiero mocne szarpnięcie za kołdrę. Podniosła się i spojrzała swojej matce w oczy.-Mamo… Przecież jest tak wcześnie! Dlaczego muszę wstawać…?-Nic nie mów! Ubieraj się! Gorset, pończochy i jakąś sukienkę. – mówiąc to zaczęła wyjmować z szafy ciuchy – Muszę Cię z kimś poznać.-Tak wcześnie!? Kto to jest!? – była blisko krzyku. Kim ważnym musiała być ta osoba żeby matka musiała budzić ją o tak wczesnej porze? I dlaczego chciała ją z tym kimś poznać?Maria migiem się ubrała, matka musiała jej tylko pomóc zawiązać gorset, który uciskał ją w talii. Miała ochotę go natychmiast zdjąć. Stanęła przed lustrem, misternie przygotowując swoją fryzurę. Czarne loki związała w kok, i pozostawiła kilka luźnych włosów koło skroni. A potem razem z matką zaczęła schodzić do hollu. Beżowo-złota suknia lekko się poruszała przy każdym kroku. Rodzina Williams należała do jednej z najbardziej majętnych rodzin w Calgary i okolicach. Maria nie mogła narzekać na niedostatek wygód.- Mamo. Ale z kim ty chcesz mnie poznać? – zapytała- Chciałam Cię poznać… z… - kobieta się zająknęła – Z Twoim ojcem…- Co? Przecież ja go znam. I jest w domu. – dziewczyna była bardzo zdezorientowana. Nie wiedziała o co matce chodziło. Po chwili sobie to uświadomiła. – Czyli… John nie jest moim ojcem!? Proszę, powiedz że źle zrozumiałam…- Niestety… Nie jest.Dziewczyna spojrzała na człowieka stojącego w przedpokoju. Miał czarne włosy i niebieskie oczy. Na oko był po czterdziestce. Stał i wpatrywał się w obie kobiety idące w jego kierunku. Miał przenikliwe oczy, i nieodgadniony wyraz twarzy. Po dłuższym przyglądnięciu się, Maria przypominała jego córkę. Mieli podobny wyraz twarzy, i ten sam kolor oczu.- Gabriello…Ubrałaś ją jak zakonnicę. – skomentował mężczyzna.- Ubrałam ją tak, jak przystoi na dziewczynę w jej wieku. – rzuciła chłodno, była bliska płaczu a Maria nie wiedziała co się dzieję. Po chwili kobieta zwróciła się do córki – Mario… Wiesz że jeśli będziesz chciała zawsze możesz do mnie wrócić.- Raczej nie będzie chciała. – Powiedział nieznajomy.- Taka jest kolej rzeczy, i tak musi być. – jej matka kontynuowała dalej, była bliska płaczu. – Ojciec weźmie Cię na jakiś czas i nauczy Cię wszystkiego co musisz wiedzieć. A teraz już idź. – Po policzkach kobiety spływały wielkie, kryształowe łzy.- Ale… Ja nie chcę! Nie rozumiesz!? Ja nie chcę wyjeżdżać! – Także i ona się rozpłakała. Czuła wielki ból kiedy mężczyzna ciągnął ją w stronę dorożki. – Daj mi się chociaż pożegnać z Tatą! I z Helen! I Stephanem! – krzyczała i rzucała się. W tym momencie w progu drzwi stanęła rozbudzona Helen.- Mamo, odzie ona idzie? Co ten pan jej robi? – spytała dziesięciolatka.- Nigdzie Helen, nigdzie. – To mówiąc szybko zatrzasnęła drzwi lekceważąc krzyk i płacz swojej córki.Także Gabrielli nie było łatwo. Prawdopodobnie straciła córkę na zawsze. A przynajmniej na długi czas. Już nigdy nie spędzi z damskiego wieczoru, nie będzie mogła przyjść do niej w każdym momencie. Został jej tylko dorosły już syn – 20letni Stephan który pracował za miastem i 10letnia Helen, mała marzycielka która twierdzi że jak podrośnie to zostanie księżniczką. To święto Halloween nie zapowiadało się zbyt przyjemnie…~***~Młoda Maria została siłą wciągnięta na siedzenia w dorożce. Drzwi były zamknięte więc nie mogła uciec. Mężczyzna który zabrał ją od matki powiedział cos do chłopaka przy koniach po czym wsiadł i ruszyli. Spojrzał na obrażoną dziewczynę kombinującą coś z oknem.- Nie otworzysz. – powiedział Marii.- Co, proszę? – zdziwiła się że coś do niej mówi.- Mówię że nie otworzysz tego okna…Dziewczyna zostawiła okno i oparła się, rozmyślając o co może chodzić. W końcu nie wytrzymała i wstała krzycząc:- O co chodzi!? Dlaczego mnie zabrałeś!? Jesteś wariatem!Słysząc do Ivan – bo tak mu było na imię zaśmiał się gorzkim, irytującym śmiechem.- O co chodzi? Więc matka nic Ci nie powiedziała? Przestań ryczeć! Jeszcze kiedyś mi podziękujesz. I nie, niestety nie jestem wariatem. Po prostu nie chcę żeby ktoś przez Ciebie zginął, no i przyda mi się ktoś taki jak ty. A teraz siadaj bo zrobisz sobie krzywdę i jedziemy.- Gdzie ty mnie w ogóle wieziesz?! – nie kryła emocji, była bardzo zdenerwowana.- Siadaj! Do Ottawy, wystarczy!? – krzyknął- Do…Ot…Ot..Ottawy!? To są prawie 3 dni drogi! – Maria znów prawie się rozpłakała. Nie miała zamiaru siedzieć tu z obcym facetem przez 3 dni. Zwłaszcza że pewnie i tak miała spędzić z nim długi, długi czas. Usiadła i siedziała obrażona przez prawie cały dzień.Kiedy zaczęło się ściemniać, Ivan zatrzymał woźnicę przed jakąś przydrożną restauracją. Wziął dziewczynę za łokieć, pilnując aby nie uciekła. Weszli razem do budynku, spojrzenie innych ludzi skierowały się w ich kierunku tylko na moment. Może ona była jego córką, może siostrą a może narzeczoną? Kogo to obchodziło? Usiedli przy jakimś stole, złożyli zamówienie u chłopaka – kelnera, zjedli, napili się czegoś i wyszli. Dopiero po ich wyjściu rozległy się szepty na temat jak to dziwnie ta para się zachowywała. Nic prawie nie mówili po za kilkoma obraźliwymi słowami ze strony nastolatki i kilkoma „Ucisz się” od mężczyzny. Maria z Ivanem wsiedli z powrotem do dorożki i konie popędziły dalej. Po godzinie nastolatka, znużona snem opadła na ławkę pojazdu.~***~Następny dzień wcale nie zapowiadał się szczęśliwie. Około godziny 11.00 Ivan zaczął krzyczeć do woźnicy. Krzyczał tak długo aż ten nie ruszył przerażony dalej. Bóg jeden wie co mu zrobił. Chłopak nie miał ani chwili wytchnienia. Był brudny, głodny i źle się czuł ale nie mógł zrobić sobie przerwy.-Wstawaj! – Maria nagle poczuła mocne szarpnięcie za bark. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą twarz mężczyzny. – Wstawaj mówię! Nie będziesz spać do południa! Tak nie można!Dziewczyna nie zamierzała protestować. Emocje już opadły, posłusznie wstała i obejrzała się. Czyli jednak to była cholerna rzeczywistość a nie sen. Nawet teraz już tęskniła za matką. Miała pogniecioną sukienkę, poczochrane włosy i nie czuła się najlepiej.- Rozpuść włosy. Teraz Twoja fryzura wygląda raczej tragicznie niż elegancko. Nie wiem dlaczego Gabriella Cię tak wystroiła. Przecież nie jedziesz na żadną rewię mody.Chwilę potem Maria siedziała z rozpuszczonymi, kruczoczarnymi lokami okalającymi jej twarz. Przeczesane palcami wcale nie wyglądały tak źle. Siedziała teraz raczej smutna niż zdenerwowana. Ale po chwili ten stan się zmienił. Uświadomiła sobie jaka jest zła na owego mężczyznę który odebrał ją ukochanej rodzinie, zabrał jej dom w którym się wychowywała, rzucając ją w wir nieznanej przyszłości nie wiedziała co robić a tym bardziej co powiedzieć.- Kim ty w ogóle jesteś!? Dlaczego mi to robisz!? – zaczęła krzyczeć. Była prawie agresywna i gdyby mogła na pewno zadźgałaby tego mężczyznę własnymi paznokciami.- Siadaj! Strasznie mi szkoda że Gabriella Ci nie powiedziała kim jestem. A powinna. Przypominałem jej o tym…co 5 lat. – powiedział-Nadal mi nie odpowiedziałeś kim jesteś. – Nastolatka domagała się odpowiedzi. Nie dało jej się tak łatwo spławić.-Jestem Ivan. Ivan Kariavri. I jestem Twoim ojcem… Xyleno Kariavri…
011. Francja
- Rozumiesz już? – zapytała wysoka, starsza kobieta.
- Non, je ne comprends pas – odpowiedziała dziewczyna siedząca obok.Wyglądała na jakieś 14 lat, ale wbrew pozorom była starsza. Miała prawie 16 lat, długie, czarne, lekko kręcone włosy i cerę bladą jak śnieg. Nawet jeśli latem spędzała na słońcu długie godziny, nigdy nie potrafiła się opalić.- Lyx! Boże, dopomóż mi z tą dziewczyną! Czy ty zawsze masz taką odpowiedź?! Przecież to jest łatwe, tłumaczę Ci to już chyba piąty raz a ty nadal nie rozumiesz – Kobieta było mocno poirytowana. Z głośnym hukiem położyła książkę na stole i zakryła twarz dłońmi. Mówiła z lekkim francuskim akcentem, zapewne też i stamtąd pochodziła. Miała koło 40-paru lat i niestety jak wiele guwernantek przypadło jej zostać starą panną. .
- To nie moja wina! – Zerwała się z pufy i krzyknęła. – Francuski to nie jest moja dziedzina! Nie lubię tego języka i tego kraju zresztą też. Nie wiem po co mam się go uczyć… - burknęła i założyła ręce. Rzuciła gniewne spojrzenie kobiecie i podeszła do okna, odsunęła firanki i wyjrzała przez nie.
Ludzie ciągle gdzieś spieszyli. Jedni w jedną stronę, drudzy w inną. Dziewczyna dostrzegła swoje przyjaciółki idące do kościoła. Tak bardzo chciała do nich dołączyć… nie po to aby dołączyć do modlitwy tylko po to aby wyrwać się z łap wrednej, starej guwernantki. O wiele bardziej wolała pójść z nimi niż siedzieć tutaj i uczyć się francuskiego. Chociaż jej wiara… Xylena nie była wierzącą osobą. Tylko udawała po to aby jej rodzice mieli „przykładną i idealną” córkę, cokolwiek miało to znaczyć.
Każdego dnia podczas prywatnych lekcji, które ufundował jej ojciec marzyła o tym aby zabić nauczycielkę. Wymyślała coraz to nowy sposób w jaki mogła odebrać jej życie. Jakby rodzice nie mogli jej posłać do normalnej szkoły…
Tak bardzo różniła się od wszystkich innych dziewcząt. Nie potrafiła a raczej nie chciała flirtować z młodzieńcami, nie chciała ich uwodzić, nie umiała śmiać się z ich kiepskich żartów. Nawet nie wyglądała tak jak reszta. Nienawidziła ciasnych gorsetów ani pończoch czy związywania włosów w elegancki kok. O wiele bardziej wolała je rozpuszczone. Do tego lekką sukienkę bez żadnych wiązań czy innych takich utrudnień.{...} Jednak tylko ona miała takie podejście. Reszta dziewczyn pałała obrzydzeniem do kobiet w spodniach. Zawsze powtarzały tylko „One wyglądają jak chłopcy! To jest potworne!” Ale Lyx miała swoje idee i swój świat… Tak naprawdę mało ją obchodzili inni, nigdy się nikim ani niczym nie przyjmowała.
Dopiero kiedy usłyszała trzaskające drzwi, uświadomiła sobie że guwernantka cały czas coś do niej mówiła. A kiedy dostrzegła że nie ma to sensu, po prostu wyszła, trzaskając drzwiami.
Lyxiana pokręciła głową i poszła w głąb mieszkania. Weszła po schodach na samą górę domu i jak zwykle zamknęła się na strychu. Tylko tam czuła się bezpiecznie i tylko tam była naprawdę sama.
Rozdział I - Teraźniejszość
- Xylena… Zima nas zastanie zanim ty się z nią dogadasz. – powiedział Marcus, wysoki chłopak z burzą ciemnych loków.
- Désolé – zwróciłam się do dziewczyny przede mną. – Marcus, czy to jest moja wina że jesteśmy we Francji, nikt z nas nie umie francuskiego poza mną a i ja uczyłam się go bez zapału jakieś… 150 lat temu? – odparłam. Czy to naprawdę było takie trudne? Takie trudne żeby zabrać kogoś kto zna ten język? Już w młodości go znienawidziłam i zostało mi to do dziś. A jedyne co pamiętałam to pojedyncze, proste słowa.
- Nie no oczywiście… Nie twoja, na pewno. – Przewrócił oczami i teatralnie westchnął. – No dobra, pytaj ją już gdzie jest to metro…
- Metro. Où?- wydukałam. Tak, jestem bardzo zdolną osobą. Gdyby nie fakt że dziewczyna pokręciła głową, obróciła się i odeszła. – Ah, no tak jasne. I weź tu człowieku dowiedz się gdzie jest metro. – Pokręciłam głową.
Staliśmy na rogu Avenue de Paris jak głosiła tabliczka a mieliśmy być teraz pod wieżą Eiffla. Tak byliśmy umówieni. Jednak okazało się że nikt z nas oczywiście nie wie jak tam dojść. Tak samo jak nikt nie zna francuskiego.
Podeszłam do ściany bloku i uderzyłam w nią głową. Zabolało. Odsunęłam się i spojrzałam na całą resztę grupy.
- Ej, Xyl! A może kupimy przewodnik? – zapytał jeden z chłopaków.
Zamknęłam oczy i westchnęłam.
Czy my naprawdę jesteśmy tacy inteligentni? Czemu nikt wcześniej o tym nie pomyślał?
- Tak… No przecież – mruknęłam. – No to chodźcie przejdziemy się wzdłuż ulicy, na pewno coś znajdziemy.
Wyszliśmy zza rogu, rozejrzałam się w poszukiwaniu najbliższego kiosku. I wtedy to usłyszałam.
- Ej, Xyl! Patrz, metro! – krzyknął Marcus.
Popatrzyłam w stronę którą mi wskazywał.
Metro.
Ono było tuż obok nas kiedy my go szukaliśmy?!
010. Psychodelic kitty - KP
Psychodelic kitty.
imię: Tak naprawdę to wie tylko jej matka. Dziewczyna zazwyczaj przedstawiała się… każdym imieniem. Jakiekolwiek przychodziło jej na myśl ponieważ… swojego prawdziwego już od dawna nie pamięta. Jednak najczęściej jest to Scarlett lub Mary.
nazwisko: Tutaj także jak powyżej. Nikomu nie podaje nazwiska a jeśli już naprawdę musi… podaje jakiekolwiek.
wiek: Ogółem bardzo mało o sobie wie. Wygląda na jakieś… 25 lat tak w zbliżeniu. Lecz naprawdę jest o wiele starsza. Dla niej czas zatrzymał się w miejscu.
data urodzenia: Nie pamięta.
ranga: (Wiecie… tu mam problem.)
stosunek do sytuacji: Scarlett nie bardzo zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje na świecie. Mutanci? Nie za bardzo kojarzy fakty. Ogółem mówiąc nie bardzo ją obchodzi fakt mutantów bo… żyje tak jakby ich nie było. Mimo iż sama jest jedną z nich. Po prostu nadal nie wie o ich istnieniu.
mutacja: Potrafi ujrzeć przyszłość. A raczej subiektywną wizję przyszłości jakiejkolwiek osoby. Nienawidzi ich, ponieważ wywołują one u niej zawroty głowy. Np. idzie sobie ulicą i nagle upada. Potem podnosi się i już wie że mężczyznę idącego przed nią zaraz potrąci auto. A potem umrze w szpitalu. Niestety te wizje nie zawsze mają datę. Scar czasem wie że będzie to za chwilę lecz czasem… doznaje wizji wydarzenia które wydarzy się za 5 lat, za 10 lat albo za tydzień. Powie Ci „Umrzesz w taksówce” a ty do końca swojego życia boisz się wsiąść do taksówki.
Przydatne?
Raczej nie.
Przez długie lata otrzymywania wizji, dziewczyna zdążyła oszaleć. Nie odróżnia faktów od fikcji, nie zapamiętuje praktycznie niczego. Jednego dnia jesteś z nią (o ile nie zdążyła Cię zabić) a drugiego… mówisz jej „Cześć” i otrzymujesz zdziwione spojrzenie połączone z ciosem w twarz.
Skutki uboczne mutacji nie są przyjemne.
wygląd: Drobna, szczupła blondyneczka o niebieskich oczkach i kształtnych ustach przypomina… aniołka. A przynajmniej delikatną jak kwiat dziewczynę którą mężczyźni muszą bronić przed całym złem tego nie dobrego świata. A tu – niespodzianka. Scarlett zabije Ciebie za to że ją dotknąłeś. Z powodu swojej ułomności psychicznej (nie, nie mutacji) ma zbyt rozwiniętą wyobraźnię. Uwielbia czesać się jak mała dziewczynka – w dwa kucyki i nosić opaski. Jej jasne, blond włosy okalające śliczną twarzyczkę już nie jednego zmyliły i doprowadziły do jego… śmierci. Niebieskie oczy w kolorze letniego nieba, zazwyczaj są zamglone i wpatrzone bez wyrazu w przestrzeń. Widzi na swój sposób i niektórych to dziwi. Rzęsy rzucają uroczy cień na jej policzki, lekko zaróżowione, mimo iż dziewczyna się nie maluje. Zgrabny nosek i pełne usta przyciągają uwagę i dopełniają całości.
Przydatne?
Raczej nie.
Przez długie lata otrzymywania wizji, dziewczyna zdążyła oszaleć. Nie odróżnia faktów od fikcji, nie zapamiętuje praktycznie niczego. Jednego dnia jesteś z nią (o ile nie zdążyła Cię zabić) a drugiego… mówisz jej „Cześć” i otrzymujesz zdziwione spojrzenie połączone z ciosem w twarz.
Skutki uboczne mutacji nie są przyjemne.
wygląd: Drobna, szczupła blondyneczka o niebieskich oczkach i kształtnych ustach przypomina… aniołka. A przynajmniej delikatną jak kwiat dziewczynę którą mężczyźni muszą bronić przed całym złem tego nie dobrego świata. A tu – niespodzianka. Scarlett zabije Ciebie za to że ją dotknąłeś. Z powodu swojej ułomności psychicznej (nie, nie mutacji) ma zbyt rozwiniętą wyobraźnię. Uwielbia czesać się jak mała dziewczynka – w dwa kucyki i nosić opaski. Jej jasne, blond włosy okalające śliczną twarzyczkę już nie jednego zmyliły i doprowadziły do jego… śmierci. Niebieskie oczy w kolorze letniego nieba, zazwyczaj są zamglone i wpatrzone bez wyrazu w przestrzeń. Widzi na swój sposób i niektórych to dziwi. Rzęsy rzucają uroczy cień na jej policzki, lekko zaróżowione, mimo iż dziewczyna się nie maluje. Zgrabny nosek i pełne usta przyciągają uwagę i dopełniają całości.
Scarlett była szczupła, zawsze miała taką samą budowę ciała, nigdy nie potrafiła schudnąć ani też być grubszą. Lekko umięśnione ciało, jak na dbającą o siebie osobę, też posiadała. Przez lata zdążyła sobie wyrobić figurę modelki. Tylko na co jej to?
Dziewczyna wbrew pozorom ubiera się normalnie. Każdego kto wie co z nią jest nie tak mogłoby zastanawiać jakim cudem ta wariatka potrafi tak dokładnie dobrać sobie ciuchy. Zazwyczaj wybiera ciemne, dżinsowe spódniczki i buty na obcasach a do tego krótką kurteczkę, również dżinsową. Chociaż czasem wybiera też jasne spodnie i inne jasne kolory.
Głos Scarlett jest delikatny i płynny. Niektórym dane jest usłyszeć jej słowa. Niestety często się zacina. Gdybyś usłyszał że coś do Ciebie mówi, jej głosu nigdy byś nie przypisał do zimnokrwistej zabójczyni.
charakter: Jest dosyć dziwną osobą. Ze względu na swoją chorobę, kilka razy nawet lądowała w psychiatryku lecz zawsze stamtąd uciekała. Twierdziła że i tak jej tam nie chcą pomóc a tylko zaszkodzić. Ogółem dziewczyna bardzo mało mówi. Ma problemy z wyrażaniem się więc czasem mówi bez ładu i składu. Albo czasem duka pojedyncze, zagadkowe słowa i teraz zgaduj człowieku co Ci chciała powiedzieć.
Cierpi na rozdwojenie jaźni, czasem rozmawia sama ze sobą przed lustrem. Oczywiście sądzi że rozmawia z kimś innym, kimś bardzo jej podobnym.
Często zapomina fakty. Na jeden dzień ‘pozna’ kilka osób, a na drugi nie będzie ich kompletnie pamiętać. Oczywiście pozna na swój sposób. Jest groźna dla otoczenia, więc trzeba się obchodzić z nią niezwykle delikatnie i uważać na każde słowo oraz spojrzenie. Zapomina twarze, imiona a daty tym bardziej. Czasem budząc się rano nawet nie pamięta kim jest.
Wyrażanie emocji w stylu Scar znaczy kompletnie co innego niż normalny człowiek przez to rozumie. Za krzywe spojrzenie na ulicy, najwyżej usłyszysz ‘Palant’ a od niej… usłyszysz swoje ostatnie słowa w życiu. Nigdy nie rusza się z domu bez pistoletu i/lub sztyletu. Zawsze musi mieć jedno z nich do ‘obrony własnej’ jak twierdzi. Jej choroba zmienia to co widzi. Gdzie normalny człowiek zauważy pijaka popijającego alkohol, Scarlett zauważy potwora z czerwonymi oczami z mieczem i … wtedy się na niego rzuci i po prostu go zadźga.
Zazwyczaj wymyka się policji, nikt nie ma na nią dowodów i nikt nie podejrzewa tak niewinnej ‘dziewczynki’. A jeśli ktoś będzie chciał ją aresztować – to też go zadźga. Jest chora psychicznie najwyżej wyląduje w psychiatryku i znowu ucieknie.
Bycie miłym? W jej mocno ograniczonym słowniku takie pojęcie nie istnieje. Tak sama jak „Jestem nienormalna i popełniłam zbrodnię” czy tym podobne.
Od Scarlett nie usłyszysz ‘kocham cię’ z tego powodu że się w niej nie zakochasz. Przecież i tak Cię zapomni więc po co się fatygować?
A co z nadpobudliwością? Tak, jest nadpobudliwa. Czasem nie potrafi właściwie spożytkować swojej energii.
Nie ma problemu z tym żeby zabić przypadkową osobę na ulicy.
rodzina: Nie żyje. Po tym jak sama własnoręcznie ją zabiła. Swoją matkę, ojca, siostrę i babkę. Wtedy kiedy zaczynała mylić rzeczywistość z faktami, zauważyła nieznane jej osoby próbujące zabić jej rodzinę. Chwyciła strzelbę myśliwską, chcą ich obronić. W efekcie sama ich zabiła. Kiedy zrozumiała co zrobiła, uciekła z domu i nigdy nie wróciła. A jej choroba zaczęła coraz szybciej postępować…
Dziewczyna wbrew pozorom ubiera się normalnie. Każdego kto wie co z nią jest nie tak mogłoby zastanawiać jakim cudem ta wariatka potrafi tak dokładnie dobrać sobie ciuchy. Zazwyczaj wybiera ciemne, dżinsowe spódniczki i buty na obcasach a do tego krótką kurteczkę, również dżinsową. Chociaż czasem wybiera też jasne spodnie i inne jasne kolory.
Głos Scarlett jest delikatny i płynny. Niektórym dane jest usłyszeć jej słowa. Niestety często się zacina. Gdybyś usłyszał że coś do Ciebie mówi, jej głosu nigdy byś nie przypisał do zimnokrwistej zabójczyni.
charakter: Jest dosyć dziwną osobą. Ze względu na swoją chorobę, kilka razy nawet lądowała w psychiatryku lecz zawsze stamtąd uciekała. Twierdziła że i tak jej tam nie chcą pomóc a tylko zaszkodzić. Ogółem dziewczyna bardzo mało mówi. Ma problemy z wyrażaniem się więc czasem mówi bez ładu i składu. Albo czasem duka pojedyncze, zagadkowe słowa i teraz zgaduj człowieku co Ci chciała powiedzieć.
Cierpi na rozdwojenie jaźni, czasem rozmawia sama ze sobą przed lustrem. Oczywiście sądzi że rozmawia z kimś innym, kimś bardzo jej podobnym.
Często zapomina fakty. Na jeden dzień ‘pozna’ kilka osób, a na drugi nie będzie ich kompletnie pamiętać. Oczywiście pozna na swój sposób. Jest groźna dla otoczenia, więc trzeba się obchodzić z nią niezwykle delikatnie i uważać na każde słowo oraz spojrzenie. Zapomina twarze, imiona a daty tym bardziej. Czasem budząc się rano nawet nie pamięta kim jest.
Wyrażanie emocji w stylu Scar znaczy kompletnie co innego niż normalny człowiek przez to rozumie. Za krzywe spojrzenie na ulicy, najwyżej usłyszysz ‘Palant’ a od niej… usłyszysz swoje ostatnie słowa w życiu. Nigdy nie rusza się z domu bez pistoletu i/lub sztyletu. Zawsze musi mieć jedno z nich do ‘obrony własnej’ jak twierdzi. Jej choroba zmienia to co widzi. Gdzie normalny człowiek zauważy pijaka popijającego alkohol, Scarlett zauważy potwora z czerwonymi oczami z mieczem i … wtedy się na niego rzuci i po prostu go zadźga.
Zazwyczaj wymyka się policji, nikt nie ma na nią dowodów i nikt nie podejrzewa tak niewinnej ‘dziewczynki’. A jeśli ktoś będzie chciał ją aresztować – to też go zadźga. Jest chora psychicznie najwyżej wyląduje w psychiatryku i znowu ucieknie.
Bycie miłym? W jej mocno ograniczonym słowniku takie pojęcie nie istnieje. Tak sama jak „Jestem nienormalna i popełniłam zbrodnię” czy tym podobne.
Od Scarlett nie usłyszysz ‘kocham cię’ z tego powodu że się w niej nie zakochasz. Przecież i tak Cię zapomni więc po co się fatygować?
A co z nadpobudliwością? Tak, jest nadpobudliwa. Czasem nie potrafi właściwie spożytkować swojej energii.
Nie ma problemu z tym żeby zabić przypadkową osobę na ulicy.
rodzina: Nie żyje. Po tym jak sama własnoręcznie ją zabiła. Swoją matkę, ojca, siostrę i babkę. Wtedy kiedy zaczynała mylić rzeczywistość z faktami, zauważyła nieznane jej osoby próbujące zabić jej rodzinę. Chwyciła strzelbę myśliwską, chcą ich obronić. W efekcie sama ich zabiła. Kiedy zrozumiała co zrobiła, uciekła z domu i nigdy nie wróciła. A jej choroba zaczęła coraz szybciej postępować…
historia: (Mogłabym napisać to kiedy indziej? :< Na razie muszę to ogarnąć…)
zdrowie: Skutkiem ubocznym jej mutacji jest choroba psychiczna. Nie dociera do niej połowa rzeczy ani to że ktoś chce ją wyleczyć. Wysławia się półsłówkami, i denerwuje się kiedy ktoś jej nie rozumie. Według niej przekaz był całkowicie jasny. W mózgu Scar dzieje się niezliczona ilość rzeczy. Widzi świat innym niż jest, i to ja przeraża. To że świat jest pełen potworów a ona musi ich się pozbyć. Bo wydaje się jej że to ona jest tutejszą bohaterką i nic złego nie robi.
zdrowie: Skutkiem ubocznym jej mutacji jest choroba psychiczna. Nie dociera do niej połowa rzeczy ani to że ktoś chce ją wyleczyć. Wysławia się półsłówkami, i denerwuje się kiedy ktoś jej nie rozumie. Według niej przekaz był całkowicie jasny. W mózgu Scar dzieje się niezliczona ilość rzeczy. Widzi świat innym niż jest, i to ja przeraża. To że świat jest pełen potworów a ona musi ich się pozbyć. Bo wydaje się jej że to ona jest tutejszą bohaterką i nic złego nie robi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)