- Rozumiesz już? – zapytała wysoka, starsza kobieta.
- Non, je ne comprends pas – odpowiedziała dziewczyna siedząca obok.Wyglądała na jakieś 14 lat, ale wbrew pozorom była starsza. Miała prawie 16 lat, długie, czarne, lekko kręcone włosy i cerę bladą jak śnieg. Nawet jeśli latem spędzała na słońcu długie godziny, nigdy nie potrafiła się opalić.- Lyx! Boże, dopomóż mi z tą dziewczyną! Czy ty zawsze masz taką odpowiedź?! Przecież to jest łatwe, tłumaczę Ci to już chyba piąty raz a ty nadal nie rozumiesz – Kobieta było mocno poirytowana. Z głośnym hukiem położyła książkę na stole i zakryła twarz dłońmi. Mówiła z lekkim francuskim akcentem, zapewne też i stamtąd pochodziła. Miała koło 40-paru lat i niestety jak wiele guwernantek przypadło jej zostać starą panną. .
- To nie moja wina! – Zerwała się z pufy i krzyknęła. – Francuski to nie jest moja dziedzina! Nie lubię tego języka i tego kraju zresztą też. Nie wiem po co mam się go uczyć… - burknęła i założyła ręce. Rzuciła gniewne spojrzenie kobiecie i podeszła do okna, odsunęła firanki i wyjrzała przez nie.
Ludzie ciągle gdzieś spieszyli. Jedni w jedną stronę, drudzy w inną. Dziewczyna dostrzegła swoje przyjaciółki idące do kościoła. Tak bardzo chciała do nich dołączyć… nie po to aby dołączyć do modlitwy tylko po to aby wyrwać się z łap wrednej, starej guwernantki. O wiele bardziej wolała pójść z nimi niż siedzieć tutaj i uczyć się francuskiego. Chociaż jej wiara… Xylena nie była wierzącą osobą. Tylko udawała po to aby jej rodzice mieli „przykładną i idealną” córkę, cokolwiek miało to znaczyć.
Każdego dnia podczas prywatnych lekcji, które ufundował jej ojciec marzyła o tym aby zabić nauczycielkę. Wymyślała coraz to nowy sposób w jaki mogła odebrać jej życie. Jakby rodzice nie mogli jej posłać do normalnej szkoły…
Tak bardzo różniła się od wszystkich innych dziewcząt. Nie potrafiła a raczej nie chciała flirtować z młodzieńcami, nie chciała ich uwodzić, nie umiała śmiać się z ich kiepskich żartów. Nawet nie wyglądała tak jak reszta. Nienawidziła ciasnych gorsetów ani pończoch czy związywania włosów w elegancki kok. O wiele bardziej wolała je rozpuszczone. Do tego lekką sukienkę bez żadnych wiązań czy innych takich utrudnień.{...} Jednak tylko ona miała takie podejście. Reszta dziewczyn pałała obrzydzeniem do kobiet w spodniach. Zawsze powtarzały tylko „One wyglądają jak chłopcy! To jest potworne!” Ale Lyx miała swoje idee i swój świat… Tak naprawdę mało ją obchodzili inni, nigdy się nikim ani niczym nie przyjmowała.
Dopiero kiedy usłyszała trzaskające drzwi, uświadomiła sobie że guwernantka cały czas coś do niej mówiła. A kiedy dostrzegła że nie ma to sensu, po prostu wyszła, trzaskając drzwiami.
Lyxiana pokręciła głową i poszła w głąb mieszkania. Weszła po schodach na samą górę domu i jak zwykle zamknęła się na strychu. Tylko tam czuła się bezpiecznie i tylko tam była naprawdę sama.
Rozdział I - Teraźniejszość
- Xylena… Zima nas zastanie zanim ty się z nią dogadasz. – powiedział Marcus, wysoki chłopak z burzą ciemnych loków.
- Désolé – zwróciłam się do dziewczyny przede mną. – Marcus, czy to jest moja wina że jesteśmy we Francji, nikt z nas nie umie francuskiego poza mną a i ja uczyłam się go bez zapału jakieś… 150 lat temu? – odparłam. Czy to naprawdę było takie trudne? Takie trudne żeby zabrać kogoś kto zna ten język? Już w młodości go znienawidziłam i zostało mi to do dziś. A jedyne co pamiętałam to pojedyncze, proste słowa.
- Nie no oczywiście… Nie twoja, na pewno. – Przewrócił oczami i teatralnie westchnął. – No dobra, pytaj ją już gdzie jest to metro…
- Metro. Où?- wydukałam. Tak, jestem bardzo zdolną osobą. Gdyby nie fakt że dziewczyna pokręciła głową, obróciła się i odeszła. – Ah, no tak jasne. I weź tu człowieku dowiedz się gdzie jest metro. – Pokręciłam głową.
Staliśmy na rogu Avenue de Paris jak głosiła tabliczka a mieliśmy być teraz pod wieżą Eiffla. Tak byliśmy umówieni. Jednak okazało się że nikt z nas oczywiście nie wie jak tam dojść. Tak samo jak nikt nie zna francuskiego.
Podeszłam do ściany bloku i uderzyłam w nią głową. Zabolało. Odsunęłam się i spojrzałam na całą resztę grupy.
- Ej, Xyl! A może kupimy przewodnik? – zapytał jeden z chłopaków.
Zamknęłam oczy i westchnęłam.
Czy my naprawdę jesteśmy tacy inteligentni? Czemu nikt wcześniej o tym nie pomyślał?
- Tak… No przecież – mruknęłam. – No to chodźcie przejdziemy się wzdłuż ulicy, na pewno coś znajdziemy.
Wyszliśmy zza rogu, rozejrzałam się w poszukiwaniu najbliższego kiosku. I wtedy to usłyszałam.
- Ej, Xyl! Patrz, metro! – krzyknął Marcus.
Popatrzyłam w stronę którą mi wskazywał.
Metro.
Ono było tuż obok nas kiedy my go szukaliśmy?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz