15 maja 2012

005. Niveus


  Biała wilczyca podniosła łeb i rozejrzała się ze spokojem. Wokół szumiał deszcz i waliły pioruny a ona akurat zdążyła się bezpiecznie zaszyć w jednej z podziemnych nor wraz z zapasem jedzienia na mniej więcej tydzień, przy dobrym gospodarowaniu. Ale oczywiście aż na tak długo nie było jej ono potrzebne. Byle tylko przetrwać burzę i odrazu miała zamiar opuścić swoją kryjówkę, która zresztą duża nie była. Zmieściłoby się w niej, mniej więcej pięć porządnych wilków a to i tak byłoby dużo. Wilczyca miała motywację do powrótu, wiedziała że w drugiej części lasu czekał na nią jej partner, a zresztą przecież obiecała mu że powróci tak szybko jak tylko będzie mogła. Póki co, ten czas przedłużał się w nieskończoność, doprowadzając ją do szału. Każdy normalny wilk, niezważałby na pogodę tylko po prostu by biegł, przyzywaczajony do różnych warunków pogodowych. Ale nie, jeżeli był zmiennokształtym. Nie, jeżeli od tego biegu zależałoby jego życie. Tak więc, 'Niveus', jak była nazywana we wilczym stadzie, leżała tylko i już drugą noc czekała aż się wypogodzi. W Czarnym Lesie, podczas deszczu i mgły czaiło się wiele złych postaci, ludzi polujących na tak zwane wilkołaki albo dziwacznych, skrzywionych stworzeń o czerwonych oczach, zabijających wszystko na swojej drodze. Wypełzały z własnych kryjówek na bagnach, aby rozpocząć krwawy żer. Wilczyca już przeżyła jedno takie spotkanie, i tym bardziej nie miała ochoty ryzykować drugiego. Tamtego dżdżystego dnia nigdy nie zapomni, kiedy to ledwo uszła z życiem. 
  Po dwóch dniach i dwóch nocach, deszcz wreszcie ustał. Zapowiadał się całkowicie słoneczny dzień z lekkim zachmurzeniem. Biała wilczyca, wstała o świcie i natychmiast zaczęła swoją wędrówkę. Miała nadzieję że jej partner nie będzie zbyt zaniepokojony tym jej dłuższym wypadem. Często jej się takie coś zdarzało, ale nigdy nie aż tak długo. Toteż starała się biec jak najszybciej aby w jak najkrótszym czasie znaleźć się po drugiej stronie lasu. Mijała budzące się do życia zwierzęta, górskie potoki oraz martwe ciała pozostałe po wczorajszym dniu.
  Po paru godzinach szybkiego biegu, w końcu dotarła na małą polankę pełną maków, gdzieś za lasem. Nastawiła uszu i ciekawie rozejrzała się. Była sama. Nie było go. Toteż zawyła głośnym, przenikliwym dźwiękiem aby dać znać że wróciła. Nie musiała długo czekać, tylko kilka minut, po których na polanie pojawił się czarnowłosy mężczyzna o oczach tak czarnych jak czarny jest onyks. Szedł umiarkowanym tempem a wyraz jego twarzy świadczył o tym, że był szczęśliwy. Że doczekał się tej o którą się martwił przez ten czas.
  'Niveus' niewiele myśląc, podniosła się z ziemii i podbiegła do swojego towarzysza. Zarzuciła mu ręce na szyje i mocno przytuliła. Zaś on gładził ją po jasych, białych włosach, szepcząc uspokajające słowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz