27 października 2011

002. HIPNOTYZER KONI

Dziewczyna stanęła przed drzwiami z napisem "Horward Magnumin - Hipnotyzer" i podniosła grzywkę z oczu aby upewnić się że dobrze widzi. Ile to już minęło lat od ich ostatniego spotkania? A raczej ... jej wcieleń? Dwa? Mniejsza z tym, Horward był nieśmiertelny więc czas dla niego nie miał znaczenia. Odetchnęła głęboko, nie miała nawet pewności czy on ją pozna. Zapukała delikatnie w dębowe drzwi i zaczęła czekać. Z reguły owy mężczyzna się nie śpieszył. Lecz teraz w rekordowym czasie, drzwi się otworzyły i stanął w nich wysoki siwiejący mężczyzna koło czterdziestki (choć w rzeczywistości miał o wiele więcej) z pilotem w ręce. Jego zdziwiona mina mówiła o tym że nie poznawał dziewczyny.
Solaine, bo tak miała na imię, przybrała znudzony wyraz twarzy i przepchnęła się przez drzwi, śpiesząc w stronę salonu. Horward pobiegł za nią, krzycząc żeby się zatrzymała ale ona nie miała zamiaru. W końcu stanęła na środku salonu i zaczęła mówić.
 - Dobra, a teraz mnie posłuchaj chwilę. To ja - Solaine. - Wykonała ruch ukazujący jej postać a potem przyjrzała się mężczyźnie. Zaczynał rozumieć. - To jest któreśtam moje wcielenie i szczerze mówiąc nawet nie pamiętam kiedy ostatnio się widzieliśmy. Nie odzyskałam jeszcze pełnej pamięci, więc przychodzę tutaj. ☻

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz